Nie płaćmy dwa razy za ten sam towar

Wielu dobrze zarabiających klientów sklepów spożywczych za artykuły warte znaczną kwotę płaci kartą lub telefonem i nie sprawdza, czy dobrze im policzono, a paragon nierzadko zostaje przy kasie. Dla krezusów pomyłka, na przykład, o 20 złotych nie ma większego znaczenia.

Inaczej do sprawy podchodzą emeryci i renciści. Po pierwsze, kupują mniej, a po drugie, zabierają paragon ze sobą, aby w domu sprawdzić, co ile kosztuje. Na przyjrzenie się rachunkowi przy kasie nie zawsze jest czas, bo w kolejce stoją inni, a kasjerka, nie czekając, skanuje artykuły kolejnej osoby odkładając je obok tych zapłaconych już przez poprzednika. Klient, nierzadko w pośpiechu, chowa resztę pieniędzy i pakuje towar.

W domu może okazać się, że za ten sam towar policzono nam dwukrotnie. Sam doświadczyłem trzech pomyłek na moją niekorzyść. Jedną udało mi się wyłapać przy kasie, bo za kawę, która kosztowała nieco ponad 20 złotych, kasjer policzył prawie 50 złotych. A że kupowałem niewiele, od razu stwierdziłem, że policzono za dużo.

Na reklamacje w dwóch innych sklepach było za późno, bo pomyłkę zauważyłem dopiero w domu. Machnąłem na to ręką, bo twarożek, za który policzono mi podwójnie, kosztował 5 złotych. Podobnie było z jabłkami, też zapłaciłem o 5 złotych za dużo, bo też policzono je dwa razy.

Nie podejrzewam, żeby osoba siedząca przy kasie chciała mnie oszukać, bo wypracowana w ten sposób nadwyżka, jak sądzę, idzie na konto właściciela sklepu. Jest to raczej niezamierzona pomyłka na niekorzyść klienta. Ale może się mylę?

Ireneusz Kampinowski