14 września, w wieku 98 lat, odeszła nasza ukochana mama, babcia i siostra. Przez córki pieszczotliwie nazywana Mamidłem, dla wnuków była babcią Jasią, dla koleżanek Janką lub Janeczką, a w ostatnich latach – panią Janinką. Do końca żyła na własnych zasadach: mieszkała u siebie, pozostając sprawną intelektualnie i – można by rzec – również fizycznie. W codziennym życiu wspierała ją rodzina: córki Agnieszka i Kasieńka, wnuki Michał, Krzyś i Witek oraz siostra Alina. Czyniliśmy to najlepiej, jak potrafiliśmy i jak mogliśmy. W ostatnich trzech latach mama była otoczona również troskliwą pomocą wspaniałych towarzyszek: pani Dagmary i pani Reni.
Mama urodziła się w 1928 roku w Białej koło Zgierza, w domu swojej babci Jadwigi. Wkrótce wraz z rodzicami, Antonim i Marianną, przeprowadziła się do Dębów Szlacheckich, gdzie mój dziadek Antoni otrzymał posadę nauczyciela. Rok później na świat przyszła jej siostra Alina. Po wybuchu II Wojny Światowej w 1939 roku cała rodzina została wysiedlona i w dramatycznych warunkach trafiła do Gorlic. Dzięki pomocy przyjaciół i dobrych ludzi zdołali przetrwać tam kilka miesięcy, po czym przenieśli się do Głowna, gdzie mieszkała siostra babci Marianny. W 1944 roku spotkała ich ogromna tragedia – dziadek Antoni wraz ze stoma innymi nauczycielami został publicznie rozstrzelany przez Niemców w ulicznej egzekucji. Dziewczynki straciły ojca, a babcia męża. Kolejne lata były dla całej rodziny niezwykle trudne pod względem emocjonalnym i materialnym. Wspierane przez organizacje i życzliwe osoby, dzielnie dźwigały trudną rzeczywistość.
W maju 1948 roku mama ukończyła Liceum Pedagogiczne w Zgierzu i otrzymała nakaz pracy w szkole. W 1949 roku podjęła studia historyczne I stopnia na Uniwersytecie Łódzkim, które ukończyła w 1952 roku.
Czy to przypadek zrządził, że swoje życie zawodowe związała z dziennikarstwem?
Podobno przypadki nie istnieją – nabór na pracowników gazety „Głos Robotniczy” zakończył się dla niej sukcesem. Została dziennikarką i z pasją zdobywała szlify w różnych działach redakcji.
5 kwietnia 1958 roku mama wyszła za mąż i przeprowadziła się do Kołobrzegu, gdzie nasz tata Henryk pracował jako lekarz w szpitalu. W 1959 roku urodziła Agnieszkę, a rok później Kasię. W tym okresie całkowicie zajęła się wychowaniem córek. Po powrocie do Łodzi na początku lat 60. powróciła do pracy w „Głosie Robotniczym”, gdzie pisała aż do przejścia na emeryturę. Przez lata związana była z działem miejskim, a pod koniec kariery zawodowej z działem listów i interwencji. To tam, wraz ze swoim zespołem, każdego dnia niosła pomoc mieszkańcom Łodzi w ważnych dla nich sprawach. Za swoją zaangażowaną pracę została odznaczona Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Na emeryturze mama wpadła w wir życia towarzyskiego. Z radością odnawiała dawne przyjaźnie i dbała o obecne relacje. Był to też czas na podróże – zarówno te dalekie (odwiedziła siostrę mieszkającą w Kanadzie), jak i bliższe krajoznawcze wyprawy. Zawsze żyła sprawami swoich córek, wnuków i całej rodziny. Była osobą niekonfliktową i dyplomatyczną. Jak sama mawiała, nigdy z nikim się nie pokłóciła. Może to jest patent na długowieczność?
Wspomnienia spisała córka Katarzyna
Uroczystości pogrzebowe zaplanowano:
2 października 2026 roku o godzinie 11 na Cmentarzu Wojskowym w Łodzi, na Dołach, wejście od ulicy Brzezińskiej. Uroczystość ma charakter świecki
