Z uwagą śledziłem ostatnie wypowiedzi p. Trumpa. Z każdą kolejną, upewniałem się, że powinniśmy już gromadzić pieniądze, bo za wszystko będzie trzeba Ameryce zapłacić. Biznes to biznes, każdy ma swoją cenę. A kiedy dowiedziałem się z ust p. Trumpa, że nasi walczący w Afganistanie żołnierze chowali się za plecami dzielnych Amerykanów, przypomniałem sobie zdarzenia z mojej młodości. Było to dawno, bardzo dawno, bo ponad 60 lat temu.
Na mojej ulicy działał mój równolatek, wielki, obleśny typ, który miał kłopot, by się poprawnie wysłowić. Na każdą zaczepkę odpowiadał jednym zdaniem: „Chcesz w mordę”. Ten tłusty nieokrzesany osobnik dominował wśród nas, bo wszyscy się go baliśmy. Za jego plecami kryli się ci, którzy zawsze towarzyszą takim ludziom. Tak jak pieski (nie mam nic przeciwko pieskom) poszczekujące wówczas, gdy czują obecność kogoś mocnego, za którym mogą się schować. Ów osobnik, którego imienia nie chcę pamiętać, dokuczał wszystkim, odbierał zabawki, które mu się podobały, niszczył to, co zbudowaliśmy – słowem był wielkim gnojem. Niestety, baliśmy się na tyle, że nikt z nas nie odważył się zaprotestować. Wiem, że na innej ulicy lokalnych dzieciaków straszył podobny z charakteru i wyglądu typek, ale nie odważył się zaczepić „naszego”, bo się zwyczajnie bał. Nie wiem, jak potoczyły się losy owych osiłków, bo przeprowadziłem się do innej części miasta. Ale wystąpienia p. Trumpa przypomniały mi moje młode lata.
Zobaczyłem analogię do sytuacji, z jaką się zderzyłem. Gdybyśmy wówczas zebrali się w „kupę” to – jestem tego pewien –mocno dołożylibyśmy naszemu gnojkowi. I byłby spokój. Bo jak to mówią „w kupie siła”, choć nie zawsze wszyscy uczestnicy mają w tym swój interes. Nie potrafiliśmy wówczas odłożyć na bok drobnych animozji i interesików, przez co pogrzebaliśmy możliwość skutecznego działania. Tak mi się skojarzyło słuchając p. Trumpa i jego dość prymitywnych wynurzeń o sytuacji jego kraju, kondycji Europy i naszych długów wobec wielkiej Ameryki.
Mój ojciec zmarł, gdy miałem 19 lat. Nie dane było mi podyskutować o życiu i jego zawiłościach z doświadczonym ojcem. Ale zapamiętałem jedno zdanie. Tato powiedział, że gdyby w 1939 roku nasi wspaniali partnerzy – Francja i Anglia – wdrożyli działania wojenne wobec hitlerowskich Niemiec, to nie byłoby II wojny światowej. Czyli owych 50-78 milionów ludzi by żyło, a my nie ponieślibyśmy strat ludzkich blisko 6 milionów obywateli, o stratach materialnych nawet nie wspominam. Wówczas jednak nasi partnerzy nie mieli interesu walczyć za Polskę. Mój ojciec nie mógł dyskutować na temat artykułu 5. NATO. Ale ja w ten artykuł nie wierzę. No, chyba że wpłacimy parę miliardów p. Trumpowi jako zaliczkę na ewentualne działanie zbrojne. A na to się nie zanosi.
Kochana Europo, nadszedł czas, byśmy zrozumieli, że siła jest tylko w nas, razem. I tylko wtedy p. Trump będzie nas szanował i nie będzie nam ubliżał. To stwierdzenie kieruję do liderów Europy, choć wiem, że żaden z nich nie spojrzy na ten tekst.
Roman Ferenc